Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama
Reklama

Uwaga! TVN: Wojna na Ukrainie. „Dzwonię do rodziców co pół godziny, nie potrafię nie płakać”

  • Źródło: UWAGA TVN/x-news

Żyją w strachu o bliskich, którzy pozostali na Ukrainie. Część z nich wraca, by ściągnąć rodzinę, inni, by uściskać dzieci i wnuki, i iść walczyć.

Sytuacja na Ukrainie, a szczególnie w Kijowie jest bardzo napięta, co chwilę pojawiają się nowe doniesienia.

- Moi rodzice zostali tam sami. Jest nam bardzo ciężko, że nie możemy pomóc. Dzisiaj rozmawiałam z nimi już chyba 100 razy. Nie jestem w stanie zadzwonić tak, żeby nie płakać – przyznaje pani Yana, która mieszka z mężem i dzieckiem w Polsce.

Rodzice kobiety większość czasu spędzają teraz w schronie, są przerażeni. - Nie wiemy, jak długo będą mogli pozostać w schronach, niektóre mają przepływ powietrza, inne nie – mówił nam w piątek pan Alex, mąż pani Yany.

Powroty

Część Ukraińców, nawet w tak niebezpiecznej sytuacji, próbuje dostać się do ogarniętego wojną kraju. Na dworcu autobusowym w Warszawie spotkaliśmy wiele kobiet, które wracają, by zabrać swoje dzieci i najbliższych z powrotem do Polski.

- Jadę po rodzinę i czteroletnie dziecko, to jest straszne, to jest wojna – mówiła jedna z kobiet.
Są też mężczyźni, którzy wracają bronić ojczyzny.

- Chcę zobaczyć rodzinę, wziąć wnuczki na ręce. Jak armia będzie mnie potrzebować to pójdę – deklaruje w rozmowie z reporterką mężczyzna w średnim wieku.

Sytuacje nie do przewidzenia

Dzień przed atakiem Rosji na Ukrainę, do Polski przyjechał m.in. pan Vladimir. Miał u nas pracować, ale jak tylko dowiedział się o wojnie, postanowił wrócić do Kijowa. Spotkaliśmy go na chwilę przed odjazdem pociągu.

- W Warszawie zrozumiałem, że jak prawdziwy Ukrainiec i mężczyzna muszę wracać do domu i bronić swojego kraju. Zwyciężymy, nie boję się – powiedział.

- Wielu mężczyzn wraca, to nic dziwnego, chcą chronić swoje rodziny. Trzeba pomóc kobietom i dzieciom – mówi pani Lesia, która mieszka w Polsce od 20 lat. Bardzo martwi się o swoich najbliższych. Jej 85-letni ojciec mieszka samotnie w obwodzie lwowskim, na wsi. Brat pani Lesi będzie walczyć. Z kolei bratanek został we Lwowie.

- Bardzo się o niego martwię, w tym roku skończył osiemnaście lat, uczy się na uniwersytecie – mówi pani Lesia.

Strach o bliskich

Schorowana mama pani Tatiany bezradnie czeka na zabranie jej w bezpieczne miejsce. Staruszka mieszka w obwodzie mikołajowskim.

- Przed chwilą dostałam wiadomość, że chyba zaczęli bombardować moje miasto. Dzwoniłam do mamy, ale nie odbiera. Tak bym chciała ją teraz przytulić – mówi we łzach. I dodaje: - Łudzę się, że to tylko problemy z połączeniem. Nie wiem, co robić, czy jechać, czy poczekać, co będzie bardziej bezpieczne. Boję się też narażać ją na przejazd, drogi, którymi mieliśmy jechać zostały zbombardowane. Rano prosiłam ją, żeby nabrała wody i kupiła lekarstwa i wypłaciła gotówkę, na wszelki wypadek.

„Dziękujemy za wsparcie”

W sobotę wróciliśmy z kamerą do Yany i Alexa, by sprawdzić jak tę ciężką noc przeżyli ich rodzice. - Cały dzień tam strzelają, rodzice wrócili ze schronu do domu, ale okazało się, że tylko na godzinę, bo znowu zawyły syreny i znowu wrócili do schronu – mówi pani Yana.

- Pytałem, czy udało im się zasnąć w tym schronie, powiedzieli, że nie, bo nie było miejsca, żeby wyprostować nogi – dodaje pan Alex.

- Każdy Polak, który już teraz pomaga w jakikolwiek sposób, to jest dla mnie rodzina. Jestem bardzo wdzięczna w imieniu swojego kraju. Za to jak jesteście pomocni i to, co robicie jest bezcenne – mówi pani Tatiana.

- My Ukraińcy, mamy serce i duszę i będziemy się bronić. Chcę, żeby on zapłacił za każdą krople krwi, która spada teraz na ziemię, za dzieci, które teraz giną – mówi pani Lesia.


Podziel się
Oceń

Reklama

Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca. Bądź na bieżąco! Polub naszą stronę na FACEBOOKU!

Reklama
Wernisaż wystawa „Rembrandt Van Rijn – akwaforty” Wernisaż wystawa „Rembrandt Van Rijn – akwaforty” Wernisaż wystawa „Rembrandt Van Rijn – akwaforty” - 25 kwietnia, godz. 18, Galeria ESCEK. Organizator – Dom Kultury SCK.Mecenasem wystawy jest Gminny Ośrodek Kultury w Luzinie. * * *Nie trzeba być znawcą sztuki, żeby skojarzyć to nazwisko – Rembrandt. Ale o tym, że oprócz „Straży nocnej”, czy „Lekcji anatomii doktora Tulpa” i blisko 300 innych obrazów olejnych, ten wielki malarz holenderskiego „złotego wieku” był także rysownikiem i autorem grafik - wie niewielu. A zostawił po sobie tyle samo prac graficznych, co obrazów. Mielecka publiczność będzie miała okazję zapoznać się ze sporą kolekcją akwafort jego autorstwa. Prace, które zobaczymy na wystawie, nie zostały odbite w czasach Rembrandta, lecz 200 lat później, a zawdzięczamy je genialnemu rytownikowi francuskiemu, Armandowi Durandowi. To on podjął wyzwanie uratowania przed zniszczeniem grafik Mistrza, którym groziło zniszczenie z powodu kwasu, który zawierał papier, na którym tworzył Rembrandt. Rolą Armanda Duranda było zakonserwowanie istniejących płyt miedzianych oraz odtworzenie, na podstawie oryginalnych odbitek, tych płyt, które przepadły. Był rok 1864, a zlecenie pochodziło od rządu francuskiego, w którym pośredniczył dyrektor francuskiej Biblioteki Narodowej przy Luwrze. Każda płytkę odtwarzano przez naświetlanie odbitki „z epoki" lampą łukową. Odwzorowane na metalu wgłębienia zgadzały się z oryginalnymi co do jednej tysięcznej milimetra. Wszystko to daleko przed epoką komputerową! Do odtwarzania i odrestaurowania płyt używano materiałów najwyższej jakości, m.in. srebra, amalgamatu, stali, rtęci i miedzi. Do druku grafik użyto kolejnego nowoczesnego „wynalazku” – odpornego na działanie czasu papieru czerpanego. Metoda zastosowana przy odtwarzaniu płyt była tak precyzyjna, że po zakończeniu prac nad grafikami Rembrandta państwo francuskie zakazało jej używania w obawie przed wykorzystaniem jej do produkcji fałszywych pieniędzy. Dzięki niej jednak grafiki Rembrandta ocalono. Dla wielu wystawa ta będzie sporym zaskoczeniem. W odróżnieniu od sporych gabarytowo obrazów olejnych, grafiki Rembrandta są małe, niewiele większe niż etykieta na pudełku zapałek. Dlaczego? Teorie na ten temat są różne. Według niektórych oszczędzał na materiałach, bo przez całe życie miał kłopoty finansowe. Inni domyślali się, że traktował je jako szkice do przyszłych, już wielkoformatowych prac malarskich. Dlaczego jednak „rył” w miedzi, zamiast po prostu rysować bezpośrednio na papierze? Grafiki tworzył w latach 1628-1665. Główne tematy to portrety matki, studia postaci wieśniaków, przedstawicieli różnych warstw społecznych (również żebraków), sceny z Nowego Testamentu, holenderskie pejzaże, sceny rodzajowe oraz portrety. Wystawa będzie prezentowana w Galerii ESCEK do 8 czerwca. Data rozpoczęcia wydarzenia: 25.04.2025 18:00
Reklama
Reklama
bezchmurnie

Temperatura: 10°C Miasto: Mielec

Ciśnienie: 1011 hPa
Wiatr: 10 km/h

Reklama
Reklamadotacje unijne dla firm MŚP
Reklama
NAPISZ DO NAS

WIADOMOŚĆ Z MIELEC.TV

Reklama
test